Zasadzenie 10 000 sadzonek Michał podzielił na dwa lata. Na początek górna parcela, która stanowi 1/3 całości, po roku "stok" na parceli z widokiem na Dolinę Pilicy. Po ręcznym posadzeniu 3300 sadzonek w 2021 roku, chcieliśmy rok później pozostałe 6700 zasadzić mechanicznie, jednak po kilkumiesięcznych bezowocnych próbach skontaktowania się z osobą obsługującą maszynę do sadzenia, powróciliśmy do sprawdzonego sposobu - poprosiliśmy o pomoc rodzinę, sąsiadów, przyjaciół i znajomych.
Dziury na górze robiła wiertnica Michała, jednak sposób ten okazał się mało precyzyjny i do dzisiaj widać, że sadzonki nie rosną w jednej linii. Poza aspektem estetycznym stanowi to problem podczas przejazdów pielęgnacyjnych - z opryskiem, kosiarką, czy ogławiarką. Przez pierwsze 3 lata musieliśmy doradzić kilkadziesiąt sadzonek, bo oryginalne zostały wyrwane.
Rok później, stok przygotowaliśmy już lepiej - geodeci wyznaczyli rzędy, a znajomi ze wsi, ręcznym wiertłem przygotowali otwory.
Do wywierconych dołków trafiał obornik i humus, a następnie sadzonka. Wszystko robiliśmy ręcznie, łopatami, a sadzenie już na kolanach. Praca była ciężka, ale nasze sadzonki nasłuchały się przy okazji wiele ciekawych opowieści, dowcipów, a nawet piosenek. Jeżeli wierzyć, że mówienie do roślin wspomaga ich wzrost, nasze winorośle są zabezpieczone na kilka lat.
My po raz kolejny utwierdziliśmy się w przekonaniu, że z silną grupą wsparcia nic nie jest niemożliwe i warto pielęgnować więzi, nie dla ewentualnego zysku, ale dla wsparcia i poczucia wspólnoty. Na górnej parceli wszyscy uczyliśmy się co i jak, stok posadziliśmy dwa razy szybciej, nie tracąc przy tym na jakości wykonanej pracy. Jeżeli kiedyś postanowimy poszerzyć areał, na pewno pójdzie nam jeszcze sprawniej, a dzieci, które uczestniczyły w pracach, będą dodatkową siłą roboczą.
