Kiedy zaczynaliśmy na początku lutego na winnicy leżało kilka centymetrów śniegu, a temperatura wynosiła ok. -5 stopni. Pierwszego dnia moje buty trekkingowe przeciekły w połowie pierwszego rzędu, więc dość szybko, ku mojej frustracji, musieliśmy wracać do Łodzi. Na następną wizytę byłam już lepiej przygotowana i dwa tygodnie później stawiłam się w międzyrzędziach w kaloszach, dwóch parach ciepłych skarpet i ogrzewaczami do stóp przyklejonymi pomiędzy warstwy materiału. Śnieg zdążył zamienić się w lód i małe cieki wodne płynące koleinami po ostatnim w 2025 roku przejeździe traktorem.
Powiedzieć, że niektóre odmiany winorośli są ekspansywne, to jak nic nie powiedzieć. Przycinanie solarisa jest jak walka z zaplecioną wikliną. Zeszłoroczne łozy mocno trzymają się drutów, zahaczają o włosy i ciuchy, rosną w każdą stronę świata, ... Po ciężkiej przeprawie na górnej parceli, gdzie rosną dwie najpopularniejsze w Polsce odmiany - regent i solaris, przejście na stok i przycinanie johanitera było jak przyjemny spacerek.
Kiedy kończyliśmy pracę z sekatorami, w pierwszej połowie marca, Michał chronił głowę słomkowym kapeluszem, a na nogach mieliśmy robocze crocsy. Cięcie pierwszego i ostatniego krzaka dzielił miesiąc czasu, ale pogodowo minęło ich co najmniej trzy.
Przed nami przywiązywanie łóz do drutów prowadzących, naprawa przeciętych drutów, odkopanie kopczyków usypanych przed zimą, rozrzucenie wapna, porządki w międzyrzędziach, obserwacja pąków i prognozy pogody. Druga część pracy czeka na nas w budynku winiarni, a jeszcze kolejna związana jest z tegoroczną premierą naszej winnicy na rynku. Nie pogardziłabym Kamieniem Czasu od Doktora Strange, czy Zmieniaczem Czasu od Hermiony - mamy jeszcze prace w Łodzi, w domu dwójkę nastolatków, kota i kilka wiosennych rodzinnych uroczystości. Nie ma nudy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz